Sam Mediolan nie zachwycał. Gorąco, pełno ludzi, a poza tym podobnie jak w Warszawie ;) Niby jedna z europejskich stolic mody, a muszę przyznać, że rzadko widziałam dobrze ubraną dziewczynę (częściej to Włosi chodzili wystrojeni i wypielęgnowani ;)). Pod tym względem również polska stolica jest lepsza. Pospacerowaliśmy więc Via Dante, zwiedziliśmy kilka zabytków i w długą.

Castello Sforzesco.


Galeria Vittorio Emanuele II.



Il Duomo di Milano, dedicato a Santa Maria Nascente.



Zdjęć z Gardy oszczędzę - zresztą poza plażowaniem i słodkim lenistwem nic się tam nie działo ;)
Za to w Wenecji mieliśmy kilka przygód. Spędziliśmy tam dwa wieczory i jedną noc ;) Tak, tak, noc - źle sprawdziliśmy kursowanie promów, ostatni uciekł nam 15 minut wcześniej. Nie ma jednak tego złego. Jeśli chodzi o włoskie miasta, Wenecję wspominamy najlepiej. Wieczorem Wenecja przeludnia się, a między 2 a 4 - ani żywej duszy.
Wcześniej jednak można pozwiedzać zabytki, zasiąść w jakiejś romantycznej restauracji, delektować się jedzeniem i posłuchać koncertu na żywo, pooglądać barwne witryny sklepowe, wynająć gondolę, nabyć torebki LV i Gucci za jedyne 50 dolarów (nie skusiłam się ;)), zachwycić się Palazzo Ducale, powzdychać na Ponte dei Sospiri, przymierzyć słynne weneckie maski (jedną nawet zakupiłam:)), a najlepiej zgubić się. Jeśli ktoś był kiedyś w Wenecji i nie polecał wam się tam wybierać - to znaczy, że nie wie o czym mówi ;)

Basilica di San Marco e Piazza San Marco.




Canal Grande.





Witryna Louis Vouitton.


Santa Maria della Salute.



0 komentarze:
Prześlij komentarz